Życzenia Noworoczne… oraz jaki był dla nas rok 2008

Rok 2008 był dla nas pełen przeżyć, nie tylko pozytywnych, ale na tych chcemy się skupić. Co by nie mówić, wszystkie te doświadczenia zmieniły w pewnym stopniu nasze życie. Absolutnie nie można zaprzeczyć, że ten rok przyniósł nam jak dotąd najwięcej ważnych zmian i czujemy, że decyzje jakie podjęliśmy, były słuszne.

  1. Luty – Propozycja pracy w Australii: od tego tak naprawdę się wszystko zaczęło… Dokładnie 12 lutego 2008 do Pawła znienacka odezwała się mailowo firma rekrutacyjna z Gdańska, zapraszając na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy w irlandzkiej firmie informatycznej, dodając, że propozycja wiąże się z rocznym wyjazdem do Australii. Dodatkowym zaskoczeniem był fakt, że Paweł nie składał żadnego podania, znaleziono jego dane poprzez portal społecznościowy GoldenLine. Początkowo nie potraktowaliśmy tego poważnie, ale zachęciłam Pawła, żeby odezwał się do nich i zobaczył, jak to dokładnie miałoby wyglądać. Paweł zadzwonił i oferta okazała się na tyle interesująca, że zgłosił się na rozmowę i przeszedł kolejne etapy rekratucji: test w Bydgoszczy, rozmowę z przedstawicielką firmy w Gdańsku oraz telefoniczną rozmowę z Irlandii na tematy techniczne. W ostatnim tygodniu lutego otrzymał informację o przyjęciu go do pracy, 28-ego otrzymał do wglądu pierwszą wersję kontraktu, a już 29-ego złożył wymówienie w ówczesnej firmie w Bydgoszczy.

  2. Marzec – Przygotowania do wyjazdu i zaręczyny: Bieganina związana z załatwianiem wizy i zakupami na wyjazd połączyła się z oświadczynami 15 marca (dokładnie miesiąc przed 3. rokiem naszego spotykania się), była kolacja, kwiaty, pierścionek z brylantem i budzenie po nocy rodziny żeby przekazać radosne nowiny :-) Po namyśle postanowiliśmy, że nie chcemy czekać ze ślubem do przyszłego roku i że weźmiemy go tuż przed możliwym dla mnie terminem wyjazdu do Australii, czyli w lipcu (do tamtego czasu miałam zobowiązania na obu uczelniach, na kŧórych pracowałam). Gorączka związana z przygotowaniami do wyjazdu, opóźnieniami w załatwianiu wizy i biletu wzmogła się przez pośpieszne przygotowania do ślubu – szczęśliwie znaleźliśmy termin (piątek 11 lipca) i miejsce na wesele – Hotel Brzoza. Dwa spotkania z proboszczem w mojej parafii, podpisanie ogólnej umowy w hotelu i wstępne ustalenie listy gości, zakup garnituru i obrączek – tyle udało nam się wspólnie załatwić.

  3. Kwiecień, maj, czerwiec – 2 kwietnia Paweł wylatuje z Gdańska do Melbourne przez Frankfurt i Dubaj, doba lotu i pierwszy szok przesunięcia czasowego (wspominany na początku jet lag), zakwaterowanie w hotelu i początek poznawania Australii przeplatany pracą, w tym miesiąc szkolenia i od maja prawdziwy początek pracy. Na początku maja załatwił szczęśliwie mieszkanko i przeniósł się z hotelu do samodzielnego lokum.

    Ja w tym czasie działam na obu uczelniach, robię kurs przedmałżeński (Paweł szczęśliwie miał dokument z religii w liceum) i załatwiam wszystko, co potrzebne do ślubu, czyli ogólnie rzecz biorąc (tu krótki poradnik dla biorących ślub – kto już to przeszedł, może ominąć :-) ): dokładne ustalenia w hotelu, fotografa, nasze metryki chrztu, dokumenty z USC, samochód (wymarzone przez Pawła BMW), zapowiedzi w kościele, zaproszenia i zawiadomienia, organistkę, listę proponowanych prezentów, suknię ślubną (piękna, pierwsza przymierzona w świetnej wypożyczalni w Żninie), kwiaty, muzykę na wesele (spotkania z DJ-em) i parę pomniejszych spraw (już prawie zapomniałam…). Część udało mi się załatwić wspólnie z moją siostrą, która ślub brała dzień po nas, oraz z najlepszą przyjaciółką Gosią, która w międzyczasie równieź się zaręczyła (ślub brała we wrześniu). Tu uściski dla Marty i Małgosi! Wszystko co się dało ustalałam na bieżąco z Pawłem przez telefon i mail, no i siedzieliśmy godzinami na skype…

  4. Lipiec – Ostatnie przygotowania… 6 lipca (niedziela) odbieram Pawła z lotniska w Gdańsku, od poniedziałku zaczynamy dalsze wspólne działania… 11 lipca 2008 o godz. 17 spotykamy się wszyscy w kościele w Cielu, wypadek na obwodnicy opóźnił część gości włącznie w moim wujkiem – księdzem, który wraz z proboszczem prowadził Mszę. Ostatecznie zaczynamy 15 minut po czasie i już po niecałej godzinie jesteśmy mężem i żoną :-)

    Impreza w Hotelu Brzoza udała się świetnie, następnego dnia przyjeżdżamy do mojej rodzinnej Zielonki z masą jedzenia i kwiatów i pomagamy w przygotowaniach do drugiego ślubu… O tej samej porze w tym samym miejscu, tylko inna para młoda i częściowo inni goście… Impreza odbywa się w Leśnej Gospodzie, tańcujemy do 2. w nocy (wymiękliśmy trochę po poprzednim weselu ;-) ) Następnego dnia zbieramy się jeszcze raz w gospodzie w mniejszym gronie, poza jedzeniem obie pary zaliczają jeszcze sesję zdjęciową.

    15 lipca Paweł i ja wyruszamy o świcie z Warszawy do Melbourne (tym razem przez Londyn i Hongkong). Na miejscu czeka na nas lodówka z jedzeniem oraz życzenia od przyjaciół wraz z biletem na lot balonem :-)

    Pierwsza noc przedłuża się do popołudnia, udaje się tylko zobaczyć trochę centrum, wszystko jest obce i trochę straszne dla mnie… W pierwszym tygodniu spotykamy się ze znajomą mojej babci, która proponuje mi pracę w polonijnej gazecie, w drugim tygodniu zaczynam jeździć do Seddon i poznaję trochę melbourneńskiej Polonii. Zaliczam też pierwsze spotkania z polską grupą, pierwszy wypad nad morze…

  5. Sierpień – Rozpoczyna się na dobre zwiedzanie, mimo brzydkiej zimnej zimy… Dandenong Ranges, Ballarat, w mieście Eureka, Melbourne Aquarium… Koniec miodowego miesiąca świętujemy po królewsku – w Hotelu Windsor, zorganizowanym przez Pawła :-)

  6. Wrzesień – Paweł zasuwa w pracy… Moje poszukiwanie pracy okazuje się być trudniejsze niż sądziłam, po wysłaniu pierwszych zgłoszeń do szkół dowiaduję się, że nauczanie języka jest tutaj praktycznie niemożliwe bez kursu TESOL, specjalnego międzynarodowego szkolenia. Znajduję w Internecie informację o spotkaniu w sprawie takiego kursu, wybieramy się na nie razem z Pawłem. Spotkanie okazuje się na tyle inspirujące, że nawet Paweł myśli o zdobyciu takiego Certyfikatu… Okazuje się to jednak nie takie proste dla obcokrajowca z nieanglojęzycznego kraju, w związku z czym toczy się dowiadywanie o postępach, w końcu dostaję “egzamin” do zdania, który udaje mi się bardzo dobrze zaliczyć – zapisuję się na kurs i rozpoczynam naukę… Równocześnie gazeta publikuje mój artykuł o naszej polskiej grupie, z czego jestem dumna :-) Kontunuujemy oczywiście zwiedzanie, zaliczanie Healesville Sanctuary, wypad na śnieg do Mt Buller z moim kolegą z redakcji i inne.

  7. Październik – Spokojniejszy miesiąc, Paweł w pracy ja siedzę w redakcji i uczę się. Zaliczam grupową część kursu poznając przy okazji ciekawą ekipę, która wraz ze mną się szkoli.

    Paweł idzie na koncert Slipknota

  8. Listopad – Początek listopada spędzamy w outbacku, czyli wewnątrz Australii, na 4-dniowej wyprawie do Alice Springs i słynnej czerwonej skale – Uluru. Moc wrażeń, masa fajnych ludzi z różnych krajów.

    Po powrocie też sporo się dzieje, m.in. o Melbourne zahacza mój daleki krewniak-marynarz, spotykamy się na jego statku. Oglądamy też Paradę Bożonarodzeniową, … Pierwsze wypożyczenie auta nie wypaliło – wypad na Great Ocean Road kończy się wraz z awarią auta.

  9. Grudzień – Znów moc wrażeń – dla mnie najpierw w postaci zabiegu u chirurga szczękowego ;-) a potem dużo milej na 9-dniowym wyjeździe do Nowej Zelandii. Udaje nam się objechać większą część Południowej Wyspy i wrócić z masą wspomnień i zdjęć.

    Po powrocie szykujemy się do Świąt – pierwsze wspólne szykowanie wigilijnych potraw okazuje się niezłą frajdą, podobnie jak grupowa Wigilia :-)

Dziś za to szykujemy się do Sylwestra, więc wszystkim (a szczególnie tym, którzy przebrnęli do końca tej wyliczanki ;-) ) życzymy wielu wrażeń (jak najbardziej pozytywnych) oraz zdrowia i pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku 2009, niech będzie jeszcze lepszy niż poprzedni!

Tags:  

1 Comment

  1. Przebrnęłam :) Fajne. Dzięki za życzenia, no i żeby Nowy Rok przyniosł jeszcze więcej wrażeń!

Leave a comment

Comments are closed.